06/07/2017

Wakacje Fuerteventura !

Ponad 150 km zjawiskowych plaż !

Fuerteventura ! To już mój drugie wakacje na tej wyspie.

Fuerteventura jest Hiszpańską wyspą lezącą w południowej części archipelagu wysp kanaryjskich na oceanie Atlantyckim. Na urlop możemy wybrać północ lub południe tej wyspy.  Pierwszy raz na Fuercie byłem w miejscowości Corralejo, a więc na dokładnie północnym skrawku tej wulkanicznej wyspy. Tym razem wybrałem południe, bardziej bezludne , bardziej dziewicze, pełne zapierających dech w piersiach plaż. I to był dobry wybór.

Mieszkaliśmy w miejscowości Esquinzo, 10 km od miasteczka Morro Jable. Nasz Hotel byl usytuowany na samym szczycie skarpy z ,którego było widać plażę i ocean i nic więcej.

Z naszego Hotelu , po stromych schodach schodziliśmy na piękną plażę , która ciągnęła się kilometrami na prawo i lewo.  Dawno nie widzieliśmy takiej dziewiczej przyrody i takiej ilości żółtego piasku. Byliśmy oczarowani krystalicznie czystą, lazurową wodą i słońcem nieśmiało wychodzącym zza chmur przeganianych silnym wiatrem. Piękno krajobrazu doceniła również bardzo liczna grupa naturystów, którzy wyłaniali się z najmniej spodziewanych miejsc : z piaszczystych kopców, zza skał, z warowni zbudowanych z wyrzuconych przez morze odłamków skał wulkanicznych. Byli wszędzie. Pojawiali się jak japońskie ninje, znienacka totalnie nas zaskakując. No bo jak tu nie czuć się zaskoczonym, jak ni z stąd ni zowąd, naprzeciw ciebie pojawia się facet lat 80, z drugim mężczyznom w podobnym wieku, nagi jak pan Bóg go stworzył. Otoczony golasami zaczynasz czuć się nieswojo w tekstyliach.   Jak się później okazało ten region wyspy jest ich ulubionym miejscem corocznych zborów.

Pozdrawiam wszystkich naturystów bo to fajni ludzie.

 

Esquinzo : dzień 1

 

Zaczynamy więc od pierwszego dnia !

Jak widać na zdjęciach tego dnia pogoda pozornie nie dopisywała. Ale tylko pozornie. Promieniowanie UV o indeksie 11 to nie żarty dla jasnej skóry Europejczyka 🙂 Mocno się spiekliśmy bo pogoda nas zwiodła. Nie widząc pełnego słońca nie użyliśmy właściwego kremu z filtrem. Ale za to widoki zrekompensowały  lekki dyskomfort skórny. W ten dzień przeszliśmy około 12 km wzdłuż plaży, tylko od czasu do czasu, napotykając człowieka. To niezwykłe ! W Polsce nie ma takich plaż.

Dzień nr 2

Drugiego dnia spędzaliśmy czas na tej samej plaży, ale tym razem pogoda była dużo lepsza i słońce świeciło bezustannie.

Na fotkach zdjęcia plaży położonej tuż przy naszym hotelu. Jak widzicie nie przesadziłem zachwalając jej walory.

 

Czas na Kite Surfing

Poszliśmy w strone oddalonej od hotelu bazy kite surfingowców i zamówiliśmy 6 godzinny kurs Kite Surfingu. Pracownik tej bazy, przystojny blondyn o wyglądzie surfera z Sydney o imieniu Greg, zapewniał mnie, że w ciągu 6 godzin zajęć powinienem opanować samodzielny start Kitem i utrzymanie się na falach przynajmniej przez parę metrów. Zachęcony przez tego faceta zabukowałem lekcję i powiem wam wprost BULLSHIT. Nie dajcie się przekonać elokwentnym sprzedawcom marzeń, że będziecie szybować nad falami jak zawodowcy nawet po miesiącu. Na moje oko każda osoba potrzebuje minimum 2 tygodni, do miesiąca aby  opanować zaledwie podstawy tego sportu. Kupowanie 6 godzin nie ma żadnego sensu ponieważ po powrocie do kraju twój mózg wszystko zapomni i w kolejnym roku będziesz startował od poziomu zera. By nauczyć się tego sportu trzeba po prostu mieszkać na plaży, bądź być mieszkańcem regionu położonego w zasięgu Kite Surfingu.

Pierwszego dnia zanurzyłem się z Kitem i robiłem tak zwany body dragging, czyli przemieszczanie się w wodzie bez deski leząc jak bezwładny manekin. Bardzo nieprzyjemne uczucie. Czujesz się głupio i niesportowo. Odziany w ciężki kombinezon pozwalasz by wielki latawiec ciągnął cie jak topielca po wodzie. A instruktorka zapewnia cię że robisz wielki progres. Raczej robisz głupa z siebie.

Drugiego dnia był tak silny wiatr, że zdecydowanie nie były to warunki dla początkujących i moja niepełnosprawna umysłowo instruktorka( Francuska, ledwo dukająca po angielsku, o imieniu Sophie) odwołała zajęcia ponoć z przestrachu o nasze życie. To znaczy moje i drugiego topielca Shawna( biedny Brytyjczyk wykupił 20 lekcji i był na takim poziomie jak ja po dwóch)   . Pozostali instruktorzy płci męskiej kontynuowali zajęcia ze swoimi podopiecznymi więc byłem bardzo zły i zawiedziony. Sophie poszła pływać sama i ku naszej uciesze wywracała się jak mały bobas !

Trzeciego dnia firma popisała się jeszcze bardziej : nie przyjechali po mnie do hotelu o wyznaczonej godzinie ( miałem rezerwacje) i tak chyba miało być. Piękne uwolnienie dzięki równie niepełnosprawnemu umysłowo jak Sophie Włochowi – kierowcy. Kiedy przyjeżdzał po adeptów Kite Surfingu zawsze mówił wyuczone zdanie płynnym angielskim :  „Sorry for being late. Like they say for good things you have to wait long” Oprócz menadżera blondyna, wspomnianego Węgra Grega, mam wrażenie, że miałem do czynienia z bandą półgłówków.

Suma sumarum : odzyskałem pieniądze po 2 dniach. Jedynym pocieszeniem było to że plaża Risco del Paso na, której odbywały się zajęcia była naprawdę piękna. Uważajcie na szkołę Kite Surfingu ION CLUB i Węgra, który oszuka was jak Orban swoich rodaków. Wmówi wam wszystko co chcecie usłyszeć. A tak między nami prywatnie to super z niego gość.

W ten sam dzień kiedy moje zajęcia zostały odwołane wróciliśmy pieszo do hotelu. Tacy byliśmy wkurzeni. Opanowywałem się aby nie utopić Sophie, która zresztą bardzo słabo pływała jak na instruktorkę.

Wyobraźcie sobie, że spacer okazał się super rekompensatą za poprzednie upokorzenia. Spotkaliśmy niesamowitych mieszkańców wyspy. Silnie zbudowanych naturszczyków, umięśnionych jak gladiatorzy, sprytnych, szybkich, zwinnych i czujnych jak ninja w opałach. Marokańskie ziemne wiewiórki. Wiewiórki te zostały nieopacznie sprowadzone na Fuertę z Maroka i w bardzo szybkim czasie opanowały całą wyspę. Rozmnażają się ochoczo i stanowią zagrożenie dla flory i fauny bo są wszystkożerne i bardzo zachłanne. Są jednakże niezwykle urocze i towarzyskie. Jeśli zobaczą plecak i siadającego turystę, ich strażnik ( uwieczniony na wiewiórkowym zdjęciu numer jeden) daje znak do ataku i wszystkie wiewiórki zbiegają z góry w kierunku twojego ekwipunku.

 

Buggymix Experience

Buggymix Expierence to wycieczka na pojazdach buggy. Na południu wyspy jest kilka firm oferujących podobne atrakcję startując z miejscowości Morro Jable. My dokonaliśmy najlepszego wyboru . Właściciel firmy okazał się bardzo miłym, uczciwym człowiekiem. Miał dobrą energię i ogromną wiedzę na temat wyspy, którą umiał się dzielić z turystami. Robiliśmy często postoje i oglądaliśmy bardzo ukryte miejsca.

 

Łącznie spędziliśmy na buggy 4 godziny . Kierowaliśmy się na południowy zachód wyspy i odwiedziliśmy takie miejsca jak punkt widokowy Degollada Aqua Oveja ( najwyższy szczyt 801 m n.p.m ) ,  plażę Playa de Garcey na, której w 1994 rozbił się statek American Star oraz widzieliśmy miejsce ( z oddali ) ,w którym Hitler zbudował mały prywatny dom z bunkrem bądź tunelem łączącym go z morzem. Dom zwany Villą Wintera został wzniesiony podczas II wojny światowej i jest owiany wielką tajemnicą i wieloma legendami. Niektórzy Hiszpanie wciąż wierzą, że dokonywano w niej licznych operacji plastycznych i to z tego miejsca Hitler uciekł do Argentyny.

w 1994 roku przy plaży Playa de Garcey rozbił się amerykański statek wycieczkowy „American Star”. Był to luksusowy transatlantyk skonstruowany w 1940 r. Uznawano go za jeden z największych i najbardziej ekskluzywnych amerykańskich statków. Statek od początku miał „pecha” i przechodził w ręce kolejnych armatorów. W 1993 tajlandzki armator kupił transatlantyk za 2 mln dolarów zamierzając przekształcić go w luksusowy hotel na wodzie. W celu przetransportowania go do Tajlandii wyruszył w podróż ze zdemontowanymi śrubami napędowymi przy pomocy holownika oceanicznego. 15 stycznia 1994 u wybrzeży wysp kanaryjskich rozpętała się silna burza w wyniku, której zerwała się lina cumownicza i „American Star” zaczął dryfować po oceanie. Nie odzyskano nad nim kontroli. Ostatecznie transatlantyk osiadł na mieliźnie przy plaży Garcey ( miejsce to przestawia pierwsze zdjęcie poniżej). Po burzy przełamał się na dwie części i do 2008 roku morze całkowicie „wciągnęło” ten potężny transatlantyk na swoje dno. Obserwując to miejsce czuliśmy grozę. Wiatr z tej strony wyspy jest wyjątkowo silny z racji tego, że  rozpędza się od strony Europy nie mając po drodze żadnych blokad w postaci np gór. Patrząc na ogromne fale, ja jako były pływak, nie miałbym szans tutaj wygrać z żywiołem. Fantastyczne i jednocześnie przerażające miejsce. Staliśmy na skraju skarpy jak zahipnotyzowani.

Odwiedziliśmy również piekną , dziką plaże ( kolejne zdjęcia) . Miejsce to było odsłonięte od wiatru i spokojnie można było się tam kąpać aczkolwiek skały, po których chodziliśmy, były bardzo śliskie i mogło się to skończyć tragicznie. Miejsce było jak z bajki i czuliśmy się jak bohaterowie zapomnianego już filmu ” Blue Lagoon”

Kolejne zdjęcia to wspomniany punkt widokowy z najwyższym szczytem na południu wyspy . Daleko na horyzoncie ( linia morza) jest plaża, na której George Lucas kręcił Star Wars . Miejsce to jest ściśle chronione i „normalna” osoba nie ma prawa wstępu tam pod groźbą bardzo wysokiej grzywny. Jest ściśle chroniona ze względu  na żółwie Carreta, które na tej plaży corocznie składają swoje jaja.

Pamiętajcie : jeśli chcecie odczuwać wielką frajdę podróżując księżycowym pojazdem buggy wybierajcie Jamiego i Buggymix Experience .

 

Morro Jable

Jedynym kurortem na półwyspie Jandia jest Morro Jable. Jak wspomniałem już wcześniej z naszego Hotelu do tej miejscowości mieliśmy 10 km.

Morro Jable to małe miasteczko niezwykle urokliwie położone nad długą piaszczystą plażą ze złotym piaskiem. Ma przepiękną promenadę ciągnącą się przez kilka kilometrów wzdłuż Playa del Matorral. Rosnące wzdłuż promenady nieliczne krzewy i flora są objęte ścisła ochroną i są częścią parku narodowego jako Sito de Interes Scientifico. Dlatego na plażę można wchodzić jedynie po drewnianych schodach przerzuconych ponad roślinami. Mimo to, jak widzicie na zdjęciu, nasza pastuszka przekroczyła płot i weszła na teren ściśle chroniony. Myślę, że osły jej wybaczyły bo obie strony najwyraźniej się polubiły. Wielką atrakcją tego miasteczka są owe kłapołuchy w ilości sześć osobników. Przyjemnie było popatrzeć jak mały osiołek jest karmiony przez swoją mamę. Wszyscy osły szanują a turyści hojnie je dokarmiają. Przy plaży Matorral można zobaczyć sylwetkę 60metrowej , białej latarni morskiej Faro del Matorral, jednej z sześciu latarni na wyspie. Nieco dalej napotkamy na szkielet kaszalota, uwieczniony na zdjęciu, który w 2002 roku został wyrzucony na brzeg. Morro Jable jest idealnym miejscem na zrobienie zakupów przed powrotem do Polski.

 

Moje refleksje z Fuerteventura są następujące : Jest to wyspa dla każdego i każdy z was może tu znaleźć coś ciekawego dla siebie. Maniacy sportów wodnych będą mieć prawdziwy raj na wielu ze wspaniałych plaż Fuerty. Starsi, spokojni turyści mogą kilometrami przechadzać się wzdłuż płaskiego, przepięknego brzegu. Ornitolodzy mogą podziwiać rzadkie gatunki ptaków gniazdujących bądź przelatujących przez Fuerte. A naturyści ( pozdrawiam jeszcze raz wszystkich miłych Golasów płci obojga) mają tutaj prawdziwe mekkę wolności. Może dzieci będą trochę rozczarowane bo jest tu tylko jeden, dość kiepski Aquapark a hotele nie są wyposażone w zjeżdżalnie. Fuerteventura jest również niezwykle otwartą i tolerancyjną wyspą dla wszystkich LGTB kultur.

Krzysztof